Chorwacja · Wyspa Lastovo · 21.07.2022
Hum (417 m n.p.m.) - rowerem przez dziką wyspę Lastovo
Są miejsca, które testują człowieka bardziej niż jakikolwiek trening. Taka właśnie była nasza całodzienna wyprawa rowerowa po wyspie Lastovo - dzikiej, surowej i absolutnie zachwycającej.

Z miejscowości Lastovo w stronę Žal
Ruszyliśmy rano z miejscowości Lastovo w kierunku Žal. Już od pierwszych kilometrów było wiadomo, że to nie będzie lekka przejażdżka. Skwar lał się z nieba niemiłosiernie. Powietrze stało w miejscu, asfalt parzył, a słońce odbijało się od kamieni tak mocno, jakby cała wyspa była jednym wielkim piecem. Im dalej jechaliśmy, tym bardziej cywilizacja znikała za nami. Cisza, kamienne murki, pojedyncze drzewa i bezkres natury.

Szutrówki w stronę szczytu Hum
Później zaczęła się prawdziwa przygoda - szutrowe drogi prowadzące w stronę najwyższego punktu wyspy, szczytu Hum (417 m n.p.m.). Kamienie strzelały spod kół, rowery podskakiwały na nierównościach, a każdy kolejny podjazd wystawiał nogi i głowę na próbę. Pot spływał po twarzy, gardło było suche jak chorwacki kamień, ale widoki rekompensowały wszystko.


Dzikość, której nie da się zapomnieć
Gdy dotarliśmy wyżej, naszym oczom ukazała się panorama, której nie da się zapomnieć. Turkus Adriatyku kontrastował z ciemną zielenią wyspy, a małe zatoki wyglądały jak miejsca całkowicie odcięte od świata. W takich chwilach człowiek czuje prawdziwą wolność. Dzikość Lastova jest wyjątkowa - to nie jest wyspa pełna tłumów, beach barów i głośnych promenad. To miejsce, gdzie natura nadal rozdaje karty.
Cały teren należy do Parku Przyrody Lastovsko otočje - jednego z najbardziej dziewiczych obszarów Chorwacji. Można tam godzinami jechać i nie spotkać nikogo. Żadnych sklepów, żadnych punktów gastronomicznych, żadnego zasięgu cywilizacji. I właśnie wtedy wydarzyła się sytuacja, którą będziemy wspominać latami.

Pół litra wody na dziką wyspę
Mieliśmy ze sobą… tylko pół litra wody, całe wcześniejsze zapasy zostały wypite. Początkowo wydawało się, że „jakoś wystarczy". Nie wystarczyło. W pełnym słońcu każdy łyk był niemal na wagę złota. Zatrzymywaliśmy się co jakiś czas i dzieliliśmy wodą dosłownie po łyczku, pilnując, żeby starczyło jeszcze na kolejny kilometr.
Najgorsze było to, że sklepu nie było absolutnie nigdzie. Ani jednego. Żadnego baru, żadnego domu, żadnej możliwości uzupełnienia zapasów. Tylko my, rowery, kurz i dzika wyspa. Pierwszy sklep, który stanął nam na horyzoncie, był dla nas zbawienny.
I chyba właśnie dlatego ta wyprawa była tak wyjątkowa. Bo nie była wygodna. Była prawdziwa.

Tam, gdzie kończy się komfort
Pokazała nam piękno prostoty, siłę charakteru i to, że największe przygody zaczynają się tam, gdzie kończy się komfort. Lastovo nie oddaje swoich widoków za darmo - trzeba je sobie wywalczyć. Ale kiedy już staniesz na Hum i spojrzysz na Adriatyk z wysokości 417 metrów, wiesz, że było warto.
Ciekawi Cię historia kolejnych wypraw? Zobacz pozostałe osiągnięcia.